Ratownictwo Medyczne i Pierwsza Pomoc - Ratunek24.pl

Irytują mnie przejawy niekompetencji

Wywiad przeprowadzony z Adamem Stępką, autorem publikacji: "Ostre zespoły wieńcowe w praktyce ratownika medycznego i pielęgniarki ratunkowej".



Ratunek24: Wydawnictwo Praktyczne wydało niedawno książkę Pana autorstwa „Ostre zespoły wieńcowe w praktyce ratownika medycznego i pielęgniarki ratunkowej”. Trzeba przyznać, że książka wzbudziła szerokie zainteresowanie i uzyskała same pozytywne opinie. Nie wszyscy jednak Pana znają. Proszę o sobie opowiedzieć. Jesteśmy ciekawi, jak doszedł Pan do miejsca, w sensie zawodowym, w którym obecnie się znajduje? Co Pan już zrobił, a do czego chce dojść w życiu? Jakie ma Pan plany zawodowe? A jakim jest Pan człowiekiem osobiście?


Adam Stępka:  Nazywam się Adam Stępka, jestem ratownikiem medycznym, obecnie pracuję w Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi, Centrum Szkoleń Medycznych w Łodzi oraz Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego w Płocku.


Jak doszedłem do miejsca, w którym obecnie się znajduje? Droga była długa, albowiem moja pierwsza styczność, wówczas jeszcze z pierwszą pomocą miała miejsce w 2000r. w harcerstwie, które pomogło mi początkowo rozwijać zainteresowanie przeradzając je w pasję. Spowodowała ona, że zaraz po otrzymaniu świadectwa maturalnego swoje kroki skierowałem do szkoły policealnej, aby poznawać tajniki przyszłego zawodu. Tutaj poznałem ludzi, którym osobiście bardzo wiele zawdzięczam, i bez których moja droga zawodowa nie wyglądałaby tak, jak dziś. Mam tu na myśli ówczesną kierowniczkę Szkoły Ratownictwa przy Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi dr Renatę Warężak-Kuciel oraz instruktorów: dr Tomasza Wiśniewskiego, Włodzimierza Janiszewskiego, Michała Wójcika oraz Piotra Karpińskiego. Sądzę, że to właśnie te osoby „wychowały” mnie jako ratownika medycznego i nauczyły więcej niż cała szkoła policealna i studia razem wzięte.


Mój zawodowy start miał miejsce w 2007 roku. Były to jeszcze czasy, w których pracę w zawodzie można było podjąć zaraz po ukończeniu szkoły. Z jeszcze ciepłym dyplomem skierowałem się do kutnowskiego oddziału pogotowia ratunkowego, gdzie podjąłem pierwszą pracę. Dziś sądzę, że miałem niebywałe szczęście kończyć szkołę w czasach, gdy rynek pracy nie był jeszcze przesycony absolwentami ratownictwa medycznego.


Początkowo moje zainteresowania zawodowe oscylowały wokół anestezjologii i intensywnej terapii… Aż do 2010 roku, w którym aplikowałem do nowo otwieranego Centrum Kardiologii Allenort w Kutnie, które miało zajmować się leczeniem ostrych zespołów wieńcowych. Dokumenty wysyłałem z uśmiechem na ustach, nie licząc na żadną odpowiedź, bo kto zatrudni ratownika medycznego w takim miejscu. Bardzo szybko spotkało mnie pozytywne zaskoczenie, bo jak się okazało firma zatrudniała przedstawicieli naszego zawodu w niemal każdej placówce na terenie kraju. Praca na oddziale kardiologii interwencyjnej wiele mnie nauczyła. Miałem możliwość zadawania pytań specjalistom, którzy pewnie nie raz mieli ich dość. Zawsze jednak otrzymywałem rzetelną odpowiedź, często bardzo dokładną i zmuszającą niejednokrotnie do samodzielnego myślenia. Dziś muszę przyznać, że pracowałem z lekarzami, którzy będąc pasjonatami swej specjalizacji potrafili pasją zarazić innych. Bardzo żałuję, że z powodu braku kontaktu z NFZ oddział obecnie zawiesił działalność.


W najbliższym czasie, jeśli tylko NFZ pozwoli, zamierzam powrócić do pracy w oddziale kardiologii interwencyjnej. Nigdy także nie zrezygnuję z pracy w firmie szkoleniowej, gdyż lubię przekazywać wiedzę innym.


Cóż… Trudno odpowiedzieć na pytanie, jakim jestem człowiekiem prywatnie. Sądzę, że to pytanie powinno zostać skierowane nie do mnie, a do moich przyjaciół. Osobiście sądzę, ze mam raczej trudny charakter.


R24: Prowadzi Pan bloga: „Kardiologia ratunkowa i nie tylko...” Skąd pomysł na bloga, jego merytorykę i formę? Kiedy powstał i jaki ma cel?


AS: Pierwsze myśli o blogu pojawiły się po XXIII Otwartych Mistrzostwach Polski w Ratownictwie Medycznym, które odbywały się w Płocku. Miałem tam możliwość być sędzią podczas konkurencji, w której młody mężczyzna doznawał zatrzymania krążenia w przebiegu ostrego zespołu wieńcowego. Konkurencja okazała się niełatwa i budziła wśród uczestników wiele kontrowersji, choć oparta została o jasne i klarowne wytyczne ESC. Dyskusja jaka wywiązała się podczas omawiania zadania dowiodła, że w kwestii ostrych zespołów wieńcowych jest nadal dużo do zrobienia. Blog ma przybliżać nam – ratownikom medycznym – problemy związane z pacjentem znajdującym się w stanie zagrożenia zdrowia i życia z przyczyn kardiologicznych. Chciałbym za pomocą tego medium wypracować jasne protokoły postępowania w tych stanach.


 


R24: Jest Pan pragmatykiem i porusza Pan na Swoim blogu bardzo ważne, realne problemy z jakimi borykają się ratownicy medyczni, podczas swojej codziennej, samodzielnej pracy w zespołach podstawowych. Skąd to zacięcie, zainteresowanie kardiologią ratunkową?


AS: Czy jest to zacięcie, nie wiem sam… W każdym razie irytują mnie przejawy niekompetencji, a niekiedy także ignorancja naszego środowiska wobec pacjenta z problemami kardiologicznymi. Pracując w Centrum Kardiologii Allenort miałem możliwość obserwowania różnych pacjentów: tych zabezpieczonych w modelowy sposób jak i tych, którzy mówiąc wprost nie zostali w ogóle zabezpieczeni przez zespół ratownictwa medycznego. Tak więc, jeśli można mówić tu o jakimkolwiek zacięciu, to wynika ono z dostrzeganej przeze mnie potrzeby edukacji naszego środowiska w przedmiocie jaki porusza blog. Obawiam się, że to już nie zainteresowanie a pasja. Wynika ona z pracy na oddziale hemodynamiki i możliwości obserwowania tego, co dzieje się z pacjentem po przekroczeniu szpitalnego progu. Obserwując pacjenta i proces jego rekonwalescencji na oddziale intensywnej opieki kardiologicznej można naprawdę dostrzec wagę systemu ratownictwa medycznego w całej tej grze o mięsień sercowy.


R24: Opisywał Pan, nie tak dawno konkretną sytuację związaną z decyzją o wykonaniu kardiowersji, można powiedzieć ze wskazań życiowych. Decyzją, przed jaką hipotetycznie mogą stanąć ratownicy medyczni działający bez lekarza. Uzyskał Pan nawet w tej sprawie odpowiedź ze strony Ministerstwa Zdrowia, którego stanowisko jest jednoznaczne i zakazuje wykonania tego zabiegu bez obecności lekarza, bez względu na okoliczności czy stan chorego. Czy oprócz uwidocznienia problemu i nagłośnienia go, można coś jeszcze zrobić w tej sprawie? Tzn., jak walczyć, Pana zdaniem o zmianę przepisów umożliwiających prawną możliwość wykonania przez ratowników medycznych zabiegów ratujących życia, które na miejscu zdarzenia są najlepszym rozwiązaniem dla pacjenta?


AS: Nie wiem, czy można obecnie cokolwiek zrobić w tej sprawie. Rozmaite organizacje zrzeszające ratowników medycznych zapewniają o toczącym się procesie legislacyjnym zmierzającym do poszerzenia naszych kompetencji. Obawiam się jednak, że proces ten rozłoży się na lata będąc skutecznie torpedowanym przez niektóre środowiska medyczne. Jak dowiodła historia pracy nad ustawą o Państwowym Ratownictwie Medycznym, prace przyspieszają dopiero po tym, jak dochodzi do tragedii. Pozostaje mi jedynie nadzieja, że prace nad ustawą o naszym zawodzie przyspieszą bez podobnych wydarzeń. Jednocześnie wierzę, że odpowiednie nagłośnienie medialne pomoże w przyspieszeniu prac.


R24: Codzienne problemy ratowników medycznych, to nie tylko kwestia kardiowersji, to również elektrostymulacja przezskórna, farmakoterapia w niektórych sytuacjach itd. Czy pracując w zespole podstawowy, stawał Pan osobiście przed podobnymi dylematami? Czy znalazł się Pan w sytuacjach, które opisuje na blogu? Czy wykonał Pan osobiście kardiowersję, podał leki, których prawnie nie może podać? Jeśli tak, proszę opowiedzieć o tych zdarzeniach.


AS: Pracując w zespole ratownictwa medycznego nie podawałem leków, których ratownik nie może podać z jednej przyczyny: nie mam do nich dostępu na zespole podstawowym. Natomiast kardiowersję wykonywałem. Pierwszy raz wykonywałem ją na oddziale intensywnej opieki kardiologicznej w obecności lekarza kardiologia. Pacjentem był mężczyzna z pozawałowym częstoskurczem komorowym i wstrząsem kardiogennym. Komfort polegał na tym, że za moimi plecami stał doświadczony lekarz, świetny dydaktyk, który pozwolił mi samemu zdecydować o doborze energii itp. Zdarzyła się także kardiowersja w warunkach zespołu ratownictwa medycznego. Tutaj znów chodziło o mężczyznę w wieku około 50 lat, który wezwał pogotowie z powodu kołatania w klatce piersiowej. Na miejscu okazało się, że jest to częstoskurcz z szerokimi zespołami QRS, któremu towarzyszyła hipotensja.


R24: Czy nie bał się Pan konsekwencji prawnych? Czy był Pan w 100% przekonany o prawidłowości swojego postępowania? Nie miał Pan wątpliwości?


AS: Obecna sytuacja prawna stawia nas między Scyllą a Charybdą, toteż wątpliwości dotyczące konsekwencji prawnych zawsze będą. Pracuję w rejonie wiejskim, w powiecie z jednym zespołem specjalistycznym. Nie zawsze mogę liczyć na szybką pomoc tego zespołu. Nie będę kłamać, że nie miałem wątpliwości dotyczących postępowania. Sądzę, że jeśli bym ich nie miał, ślepo wierząc w swoje możliwości, byłbym niebezpieczny dla pacjentów.


R24: Czy według Pana należałoby, na przykład rozgraniczyć wykonanie kardiowersji na tę, której ratownik wykonać nie może i na tę, którą wykonać powinien, kiedy pacjent jest nieprzytomny i nie wymagałby analgezji (można by ją np. nazwać kardiowersją ze wskazań życiowych lub ratunkową)? Czy to rozwiązałoby obecny impas?


AS: Nie, nie sądzę, że wprowadzenie takiego zapisu rozwiązałoby sytuację. Jeśli zarezerwowalibyśmy wykonywanie kardiowersji elektrycznej wyłącznie dla nieprzytomnych pacjentów wówczas nadal pozostawiamy pacjentów przytomnych bez właściwego postępowania terapeutycznego narażając ich na wystąpienie zatrzymania krążenia. Sądzę, że wyjściem z sytuacji byłoby umożliwienie ratownikom medycznym wykonywania tego zabiegu, jeśli istnieją do niego wskazania. Nie mówię, że wszystkim ratownikom, swojego czasu Polskie Towarzystwo Kardiologiczne wystosowało list otwarty do Ministerstwa Zdrowia proponując udostępnienie pewnej grupy zabiegów ratownikom po dodatkowym przeszkoleniu lub kursie. Sądzę, że jest to właściwy kierunek zmian.



R24: Jak Pan ocenia na chwilę obecną stopień biegłości ratowników medycznych w sztuce interpretacji zapisów EKG?


AS: Oceniam źle… Wielu z nas sugeruje się automatyczną analizą wykonywaną przez defibrylator/kardiomonitor. Wielu z nas ma problem z rozpoznawaniem bloków przedsionkowo-komorowych. W materii znajomości EKG jest naprawdę dużo do zrobienia.


R24: Czy w dobie coraz lepszych urządzeń rejestrujących EKG oraz teletransmisji danych do oceny lekarzy specjalistów. umiejętność interpretacji EKG jest w ogóle ratownikom medycznym niezbędna lub potrzebna? Czy nie powinno się potraktować tej wiedzy jako specjalistycznej i pozostawić ją kardiologom, skupiając się na dobrej znajomości zapisów podstawowych i jasnych procedurach?


AS: Jestem zdania, że teletransmisja nas ogłupia. Wiele osób bezgranicznie ufa teletransmisji licząc na to, że lekarz oceni zapis EKG, postawi diagnozę i podpowie co należy zrobić. Ale co jeśli znajdziesz się w miejscu, gdzie nie ma zasięgu? Co jeśli teletransmisja nie dojdzie? Wreszcie co jeśli modem ulegnie awarii? Ostatnio podczas sesji poświęconej ratownikom medycznym w trakcie XIX WCCI zarzucono nam, że konsultując pacjenta z lekarzem hemodynamistą nie jesteśmy przygotowani do rozmowy. Odpowiedzmy sobie sami, ilu z nas tak naprawdę jest w stanie rzetelnie opisać EKG podczas rozmowy z hemodynamistą?


Nie oczekuję tego, że ratownik medyczny będzie różnicował częstoskurcz komorowy od częstoskurczu nadkomorowego z aberracją. Oczekuję tego, że będziemy rozpoznawać podstawowe zaburzenia i na ich podstawie wdrażać właściwe postępowanie terapeutyczne.


   


R24: Słyszałam opinię wielu osób, że wytyczne Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego odnośnie interpretacji EKG są bardzo trudnym i zawiłym opracowaniem? Jak Pan je ocenia? Czy podziela Pan to zdanie? Czy jest to opracowanie, po które ratownicy medyczni powinni sięgnąć?


AS: Nie sądzę tak… Jeśli dla kogokolwiek „Wytyczne dotyczące stosowania rozpoznań elektrokardiograficznych” są opracowaniem trudnym i zawiłym, to polecam „Podręcznik elektrokardiografii” autorstwa Dąbrowskich. To jest dopiero „ciężkie” opracowanie, które działa lepiej niż nie jeden anestetyk. Niebywałym plusem wytycznych PTK dotyczących rozpoznań elektrokardiograficznych jest ich esencjonalna forma. Nie ma tam barwnego rozpisywania się na temat podstaw elektrofizjologicznych każdego zaburzenia, są jedynie jasne i wypunktowane kryteria. Ratownik medyczny powinien sięgać do tego opracowania czytając je wybiórczo, gdyż dla przykładu różnicowanie AVRT i AVNRT jest bezcelowe w warunkach naszej pracy. 


R24: Jest wiele osób wyznających pogląd, aby w ostrych zespołach wieńcowych zrezygnować z podawania pacjentowi nitrogliceryny. Nie chodzi o klarowne sytuacje, kiedy istnieją jasne przeciwwskazania, jak choćby zawał ściany dolnej serca, ale o niepodawanie tego preparatu  w ogóle. Jakiego Pan jest zdania?


AS: Jestem tylko i wyłącznie ratownikiem medycznym i szanuję konsensus opracowany przez setki światowych kardiologicznych autorytetów, toteż moje zdanie nigdy nie będzie sprzeczne z aktualnymi wytycznymi ESC. Póki co, stanowią one jasno, że w przypadku ostrych zespołów wieńcowych bez uniesienia odcinka ST nitraty są cennym lekiem. 


R24: Czy Pana zdaniem doczekamy się jako ratownicy medyczni rozporządzenia do ustawy o PRM określającego standardy postępowania dla ratowników medycznych, w tym dotyczące postępowania z pacjentami kardiologicznymi? Czy według Pana są one w ogóle niezbędne? Jakie są korzyści, a jakie minusy powstania standardów postępowania? Czy standard postępowania zwalnia z myślenia?


AS: Nie sądzę, żebyśmy doczekali się takich protokołów w najbliższym czasie. Praca nad takim dokumentem jest żmudna, długa i trudna. Wymaga pracy wielu specjalistów z różnych dziedzin. Poza tym, trudno jest dostosować protokół do każdego przypadku. Zawsze znajdą się jakieś "komplikatory" wymuszające odstępstwa.


Plusem ewentualnych standardów byłyby jasne schematy stanowiące „ściągę” dla ratownika medycznego. Niestety obawiam się, że po ich wprowadzeniu niektórzy z nas poczuliby się „zwolnieni” z myślenia. Taki standard, czy protokół postępowania powinien być jedynie podpowiedzią dla ratownika. Jeszcze raz podkreślę, że nie da się stworzyć standardu, który sprawdzałby się u 100% pacjentów. To właśnie wymusza na ratownikach posiadanie zdolności logicznego myślenia, kojarzenia faktów i związków przyczynowo-skutkowych. 


R24: Dziękuję. Było mi niezmiernie miło Pana poznać.


AS: Dziękuję


 


Wywiad przeprowadziła Dorota Ladowska

Dodaj Komentarz

Musisz być zalogowany, by móc dodać komentarz.

Komentarze

Społeczność

Najnowsze zdjęcia

  • Busy do Anglii
  • Protest
  • bosman
  • Pierwsza pomoc tonącym
  • Podstawowa Opieka Zdrowotna
  • Wzywając pogotowie, nie okłamuj dyspozytora
  • Nie czekaj, dzwoń!
  • Nie wzywaj pogotowia nadaremnie
  • Wzywaj z głową
  • Ratownik medyczny
  • Teraz już wiesz...
  • Miał zawał. Karetki nie było.
  • Zespół QRS i jego szerokość
  • STEMI może być...
  • Słupek
  • Zatrucia