Ratownictwo Medyczne i Pierwsza Pomoc - Ratunek24.pl

Potrzebne są rozwiązania, które ograniczą niepotrzebne wezwania ZRM

Zapraszamy do lektury rozmowy z dr n.med. Dariuszem Timlerem

 


Ratunek 24: Proszę o sobie opowiedzieć. Jak to się stało, że pracuje Pan w ratownictwie medycznym? Czy to tylko praca, czy też pasja? Jak przebiega Pana droga zawodowa?


Dariusz Timler: Pracuję w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym (WSS) im. M. Kopernika w Łodzi na stanowisku Kierownika SOR oraz jako adiunkt w Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. Dyżuruję również w SP ZOZ Lotnicze Pogotowie Ratunkowe w filii Łódź jako lekarz. W 1998 roku zainspirowany centrami urazowymi, zainteresowałem się ratownictwem medycznym jako chirurg. Po ukończeniu specjalizacji II stopnia z chirurgii ogólnej, uzyskałem specjalizacje z medycyny ratunkowej i zaangażowałem się w tworzenie Centrum Urazowego. W 2007 roku zyskałem możliwość organizacji SOR w WSS im. M. Kopernika w Łodzi. Na bazie szpitala z rozwiniętym SOR powstało Centrum Urazowe, które jest w dalszym ciągu udoskonalane. W 2013 roku zostałem wybrany do Zarządu Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej. W 2014 roku otrzymałem nominacje do Komisji Egzaminacyjnej w dziedzinie medycyny ratunkowej.


R24: Ostatnio dosyć dużo emocji wśród ratowników medycznych wzbudziło pismo lubuskiego konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie medycyny ratunkowej, lek. med. Zenona Iwaniszyna mówiące o tym, że nie każdy pacjent przekazywany przez zespół ratownictwa medycznego na SOR, musi mieć założony dostęp dożylny. Czy Pan też tak uważa? http://ratunek24.pl/files/020315/skan wkłucia.pdf


DT: Oczywiście, takie stwierdzenie jest kontrowersyjne. Zespoły ratownictwa medycznego (ZRM) powołane są do działań w sytuacji zagrożenia życia, co obliguje do wykonania dostępu dożylnego. Jednakże wiemy, że społeczeństwo polskie nadużywa ZRM do błahych spraw, które nie wymagają takiego działania. Wydaje się, że w tym kontekście należy rozpatrywać wypowiedź Pana konsultanta. Powinniśmy zastanowić się nad rozwiązaniami, które pozwolą ograniczyć niepotrzebne wezwania. W innych krajach wezwanie karetki skutkuje dla chorego wzrostem ubezpieczenia zdrowotnego o 100% na okres 1 roku od ostatniego wezwania. Wydaje się to uczciwe i zapobiega niepotrzebnym wezwaniom.


R24: Jak ocenia Pan umiejętności członków podstawowych zespołów ratownictwa medycznego: ratowników medycznych i pielęgniarek systemu PRM?


DT: Jest bardzo duża konkurencja pomiędzy ratownikami oraz pielęgniarkami systemu PRM. Wymogi NFZ promujące osoby o wyższym wykształceniu, spowodowały podniesienie poziomu udzielania pomocy przedszpitalnej. Sprzęt w karetkach jest nowszej generacji i umożliwia działania, które kiedyś były niedostępne. Opisana sytuacja spowodowała wraz z wymogiem ustawicznego dokształcania, podniesienie poziomu i wyższe umiejętności ZRM. Oczywiście jak w każdym zawodzie zdarzają się wpadki i działania, których nie chcielibyśmy widzieć.


R24: Czy ratownicy medyczni popełniają błędy merytoryczne? Jeśli tak, jakiego rodzaju są to błędy?


DT: Zdarzają się błędy merytoryczne i będą się zdarzać. Nikt nie jest wszechwiedzący. Dlatego potrzebny jest system kształcenia ustawicznego, wymuszający standaryzację działań. Częstym błędem jest brak powiadamiania szpitala przed przybyciem ZRM z chorym w ciężkim stanie zdrowia, co uniemożliwia przygotowanie się w SOR lub Izbie Przyjęć na przyjęcie. Opóźnia to diagnostykę i leczenie. Niestety w dalszym ciągu zdarza się, że chorzy nie otrzymują leczenia przeciwbólowego. Najcięższym błędem, które obserwują pracownicy szpitali przyjmujących chorych w stanie zagrożenia zdrowia jest nierozpoznanie nieudanej intubacji, w postaci umieszczenia rurki intubacyjnej w przełyku i przeoczenie wczesnych etapów zatrzymania krążenia, gdy na monitorze obserwujemy zapis akcji serca, a nie mamy efektu hemodynamicznego. Jest to groźne i na te elementy powinien być kładziony akcent w szkoleniach.


R24: Ratownicy medyczni bardzo często wysyłani są do zdarzeń, w których pacjenci nie mają objawów stanu nagłego zagrożenia zdrowia i życia. Jak powinni w takich przypadkach postępować? Czy ratownicy medyczni potrafią diagnozować pacjentów innych niż w stanie zagrożenia życia i czy powinni? Czy są merytorycznie przygotowani do pozostawiania pacjentów w domu, bez diagnozy lekarskiej? Na przykładzie: czy każdy ból brzucha powinien być zdiagnozowany na SOR'ze? Dodam, że opinie w tej sprawie są podzielone, zarówno wśród ratowników medycznych jak i personelu lekarskiego.


DT: Owszem, zdania są podzielone. Ratownicy medyczni nie są szkoleni w diagnozowaniu i leczeniu chorób, bo nie taka jest rola tego zawodu. Ratownik medyczny ma za zadanie zabezpieczyć pacjenta na czas transportu, a w szpitalu dokonywana jest weryfikacja czy chory wymaga czy nie leczenia specjalistycznego. W innych krajach, chory transportowany jest zawsze do szpitala (chyba, że odmówi). Problem polega na tym, że nie można przez analogię wprowadzać cząstkowych rozwiązań bez całego systemu. W krajach UE jest mniej karetek przypadających na 100 tys. mieszkańców, ale mieszkańcy nie wzywają aż tak często zespołów ratownictwa medycznego do błahych problemów, bo wiedzą, że pociąga to za sobą wzrost składki ubezpieczeniowej na jakiś czas (np. na rok). Taka regulacja chroni przed dylematami czy zabrać czy nie chorego do szpitala. W naszym systemie ochrony zdrowia brakuje regulacji, które finansowo blokują nieprawidłowe zachowania pacjentów.


Skłaniam się do tej grupy, która uważa, że ratownik medyczny/pielęgniarka ratunkowa powinni zawsze zabierać pacjentów do szpitala - ból brzucha może być objawem tętniaka aorty, który nie musi dawać objawów otrzewnowych.



R24: Czy Pana zdaniem w zespołach ratownictwa medycznego niezbędny jest lekarz?


DT: System, w którym w ZRM jest lekarz jest lepszym systemem, ale i droższym. Oczywiście musi to być lekarz specjalista medycyny ratunkowej, a nie lekarz systemu. Musimy również zastanowić się i określić, jaki procent ZRM to ZRM typu P, a jaki typu S. Pamiętajmy, że rzeczywistość w której jesteśmy krajem w Europie o najniższym wskaźniku lekarzy na 10 tyś mieszkańców, raczej będzie sugerowała rozwiązania ograniczające liczbę lekarzy do minimum.


R24: Coraz częściej w Polsce mówi się o systemie randez-vous. Czy taki system ma szansę u nas zaistnieć?


DT: Wydaje się, że jesteśmy skazani na taki system w najbliższych latach jako system optymalny. Obecnie pracuje się nad rozwiązaniami wprowadzającymi taki system. Oczywiście na końcu pozostanie decyzja polityczna w ochronie zdrowia czy wprowadzać taki system.


R24: Czy Szpitalne Oddziały Ratunkowe stanowią atrakcyjne miejsce pracy dla lekarzy specjalistów medycyny ratunkowej? Powszechna jest opinia, że lekarze niechętnie chcą pracować w SOR. Czy potwierdzi Pan tę tezę?


DT: Lekarze mogą zarobić więcej pieniędzy w ZRM typu S niż w SOR. Część lekarzy szczególnie tych z kredytami wybiera prace lepiej płatną. Dodatkowo w SOR trzeba się zajmować równocześnie wieloma pacjentami, a w ZRM z reguły jednym. Łatwiej jest dostarczyć pacjenta na SOR, niż prowadzić leczenie lub diagnostykę szpitalną.


R24: Dlaczego praca lekarza w SOR jest ciężka? Na czym polega jej specyfika?


DT: Pierwszy dzień chorego w szpitalu jest dniem intensywnej diagnostyki i leczenia. Wtedy podejmuje się decyzje, które mają konsekwencje zdrowotne i kierunkują leczenie. Specyfika pracy pod presją powoduje, że lekarze SOR są na drugim miejscu jeśli chodzi o wypalenie zawodowe. W innych średnio, krajach lekarz wytrzymuje pracę w SOR przez około 10 lat, a później zmienia rodzaj pracy. Jednocześnie oczekiwania pacjentów są bardzo wysokie. Dostęp do mediów, w tym do internetu spowodował, że chorzy oczekują sposobu diagnostyki i leczenia, który nie zawsze jest dostępny.



R24: Jakie ma Pan obecnie największe trudności w zarządzaniu SOR'em?


DT: Wymienię:


- Zwiększony napływ chorych, którzy po wstępnej diagnostyce i leczeniu, nie mogą być przekazani na inny oddział (szczególnie OITiA oraz Oddział Chorób Wewnętrznych), powoduje przedłużony pobyt w SOR i zwiększenie kosztów działalności.


- Brak osobnej dokumentacji medycznej dedykowanej dla potrzeb SOR powoduje zbyt duże obciążenie lekarzy i pielęgniarek pracą administracyjną.


- Deficyt finansowy oddziału przekłada się na możliwości rozwoju i trudności w zakupie sprzętu medycznego.


- Trudności w pozyskiwaniu środków finansowych na kształcenie personelu.


- Najtrudniej jednak zmienić przyzwyczajenia i nawyki personelu.


R24: I na koniec. Czego w najbliższym czasie życzyłby Pan pacjentom, rządzącym i personelowi ratownictwa medycznego?


DT: Życzę Wszystkim entuzjazmu, pasji i merytorycznych dyskusji zakończonych standardami, które ułatwią pracę i poprawią wyniki. Aby to osiągnąć, musimy zacząć od rejestrów medycznych i postawić przede wszystkim na jakość, a nie ilość w medycynie.


R24: Dziękuję za poświęcony czas.


DT: Dziękuję


 


Wywiad przeprowadziła Edyta Wcisło


 

Dodaj Komentarz

Musisz być zalogowany, by móc dodać komentarz.

Komentarze

Społeczność

Najnowsze zdjęcia

  • Busy do Anglii
  • Protest
  • bosman
  • Pierwsza pomoc tonącym
  • Podstawowa Opieka Zdrowotna
  • Wzywając pogotowie, nie okłamuj dyspozytora
  • Nie czekaj, dzwoń!
  • Nie wzywaj pogotowia nadaremnie
  • Wzywaj z głową
  • Ratownik medyczny
  • Teraz już wiesz...
  • Miał zawał. Karetki nie było.
  • Zespół QRS i jego szerokość
  • STEMI może być...
  • Słupek
  • Zatrucia