Ratownictwo Medyczne i Pierwsza Pomoc - Ratunek24.pl

Ratownik medyczny i pielęgniarz - Maciej Latos

Natura zrobiła na psikusa i pozwoliła samodzielnie myśleć.


 


Ratunek24: Blog Intensywna Terapia | Ratownictwo jest już w sieci ratowniczej ponad rok. Blog dalej się rozwija? Kim jest jego autor?


Maciej Latos: Rozwija się, choć pierwszą progresywną falę ma już za sobą. Teraz bazuje na stabilnym rozwoju. Tak naprawdę po prostu  jest wiele projektów do zrealizowania, a mało czasu do zagospodarowania. Blog jednak to całkowicie moja inicjatywa, dostaję wiele pozytywnych sygnałów, o tym  że ktoś czyta treści tam zawarte i że nie są to kompletne głupoty. Przestawienie autora nastąpiło w pierwszym, można powiedzieć inauguracyjnym wpisie. Maciej Latos, ratownik medyczny i pielęgniarz. Albo pielęgniarz i ratownik medyczny.


R24: To jakaś różnica?


ML: Wydawałoby się, że posiadanie tych dwóch dyplomów powinno być satysfakcjonujące. I jest. Jednak to, co się dzieje obecnie w Polsce, szczególnie w Internecie, to istny poligon. Choć wydaje się, że jest to raczej walka medialna.


R24: Po której stronie barykady Pan stoi?


ML: Niestety ze względu na to, że natura zrobiła nam niezwykłego psikusa i pozwoliła samodzielnie myśleć stoję na linii frontu. Pewnie łatwiej byłoby, gdyby człowiek nie angażował się w wiele inicjatyw po obydwu stronach. Może wtedy dałoby się zdecydować.


R24: Nie czuje się Pan bardziej pielęgniarzem albo ratownikiem?


ML: Nie. Kwalifikacje do wykonywania obydwu zawodów zdobywałem z największym zaangażowaniem. Po prostu staram się jak najlepiej wykorzystywać połączenie wiedzy zdobytej w studium ratowniczym i na studiach pielęgniarskich. Mogę za to z całą odpowiedzialnością i wielkim szacunkiem dla moich nauczycieli jednocześnie stwierdzić, że nie czuję się historykiem.


R24: Studiowałeś historię?


ML: Tak. Zdobyłem tytuł licencjata historii na Uniwersytecie Warszawskim. Ale nie żałuję. Studia historyczne uczą logicznego myślenia, wyciągania wniosków i poruszania się po bibliotece. Moim zdaniem wszystkie te umiejętności są niezwykle przydatne zarówno w pracy ratownika medycznego, jak i pielęgniarza. Szczególnie, że obserwujemy coraz szerszy udział przedstawicieli tych zawodów medycznych w świecie naukowym.


R24: Ratownik  medyczny, pielęgniarka, pielęgniarz to obecnie osoby z dyplomem uczelni wyższej. Jaki to ma wpływ na rozwój zawodów i jego wizerunek?


ML: Ratownicy medyczni, pielęgniarki, pielęgniarze niezwykle prężnie rozwijają się merytorycznie i to jest bardzo obiecujące! Udział w konferencjach, co więcej ich organizacja, prowadzenie badań naukowych, merytoryczna działalność w Internecie. To wszystko buduje nie tylko samoświadomość ratowników medycznych i pielęgniarek jako zawodów medycznych, ale także podnosi ich prestiż jako personelu nielekarskiego, który jednakże zdobył wykształcenie w większości przypadków na medycznych uczelniach i ma coś do powiedzenia.


R24: Przykładem jest właśnie Pana blog?


ML: Obecnie mój blog tonie w morzu innych świetnych inicjatyw, które dzięki zdobyczom techniki są możliwe do zrealizowania. Powszechność dostępu i wyrażania opinii pozwala na natychmiastową wymianę doświadczeń. To podnosi nie tylko wiedzę, ale często przekuwa się na poszukiwania rozwiązań zagranicznych i wdrażania ich do swojej praktyki. Nie tak dawno jeszcze usłyszałem od jednego z wykładowców, że teraz mamy erę EBM (Evidence Based Medicine – przyp.red,), a nie autorytetów. Autorytety są ważne i myślę, że w całej historii ludzkości nigdy całkowicie nie upadły i nie upadną, ale powszechny dostęp do światowych badań pozwala szybko weryfikować wiele tez. Tym m.in. zajmują się właśnie blogi ratownicze.


R24: Tak dużo tych blogów chyba nie istnieje…


ML: Oczywiście to pojęcie względne, ale czy śledzenie dwóch, trzech, czterech to nie jest w dzisiejszych czasach ogromny wysiłek? Większość z nas, pasjonatów ratownictwa prenumeruje mnóstwo czasopism, śledzi portale, subskrybuje ogromną ilość materiałów. Do zapoznania się z tym wszystkim potrzeba jednak czasu. A wiemy jak wygląda czas ratownika medycznego i pielęgniarza w Polsce. Dlatego mój blog nie jest żadnym kompendium wiedzy. Ma po prostu zachęcić czytelnika do zgłębienia tematu, odświeżyć podstawowe wiadomości, przedstawić nowsze niż na studiach wytyczne. Nie damy rady czytać wszystkiego od deski do deski.


R24: Praca, praca, praca?


ML: A czy tak właśnie nie jest? Jako pracownicy ochrony zdrowia w różnych jej formach promujemy zdrowie, dbamy o zdrowie innych, a nie mamy czasu myśleć o własnym. Oczywiście jest to spowodowane jak wszyscy wiemy naszymi zarobkami. Ale sami się na to decydujemy. Nikt nie zabrania nam wyjazdu za granicę, czy zmiany zawodu. Jednak zostajemy. Co nie znaczy, że powinniśmy w tej kwestii pozostawać bierni. I nie ma tutaj różnicy czy powie to ratownik medyczny, czy pielęgniarz. Obydwa zawody kompletnie nie są doceniane pod względem wynagrodzenia.


     


R24: Czy faktycznie istnieje ogromna przepaść między ratownikiem medycznym a pielęgniarzem?


ML: Nie. Jednak ratownik medyczny, pomimo długiej tradycji za granicą, w Polsce nadal jest zawodem młodym. Jako historyk mogę z uczciwością stwierdzić, że niecałe dwadzieścia lat to naprawdę niewiele w procesie kształtowania się społecznego wizerunku jakiegokolwiek zawodu. Przykładowo nauczyciele muszą walczyć o szacunek, który mieli od setek lat, a który teraz jest podważany nie tylko przez uczniów, ale i rodziców. Pielęgniarstwo to z kolei profesja, której tradycja sięga już nie tylko ubiegłego wieku, ale znacznie wcześniej. Przedstawiciele nie muszą dlatego walczyć o prestiż społeczny, bo prestiż jest.


R24: Jednak w Polsce pielęgniarek brakuje…


ML: Atrakcyjność pracy w pielęgniarstwie to jedno. Społeczeństwo jednak postrzega ten zawód z perspektywy pacjenta oraz usług medycznych, które pielęgniarka wykonuje. Przecież według wszelkich rankingów pielęgniarka zawsze sytuuje się na wysokiej pozycji, wyprzedzając inne zawody medyczne. To mężczyźni pielęgniarze muszą dbać o to, żeby nie wprawiać pacjentów w konsternację, bo przecież nie ma jak powiedzieć „siostro”. Z kolei ratownicy medyczni bronią się na wyjazdach przed byciem „doktorami” dla pacjentów. A to znów kolejny temat na kampanie społeczne. Jednak te są akcjami organizowanymi oddolnie, przez samych ratowników medycznych, a nie przez Ministerstwo Zdrowia, czy organizacje ratownicze.


R24: Słychać opinie o tym, że ratownicy medyczni mogą uzupełnić pielęgniarskie braki kadrowe. Tylko, czy ratownicy chcą pracować na oddziałach szpitalnych (poza SOR)? Czy jest w ogóle szansa na współpracę, czy ratownik medyczny może ramię w ramię stanąć z pielęgniarzem i wspólnie dbać o dobro pacjenta?


ML: Tak jak wspomniałem, osobiście nie zajmuję jednego stanowiska opartego na emocjach, czy kalkulacjach zawodowych. Znajduję się w tej mniej lub bardziej komfortowej sytuacji, że jestem zarówno ratownikiem medycznym, jak i pielęgniarzem. W obydwu zawodach wykonuję pracę najlepiej jak potrafię. Widzę ogromne możliwości współpracy, czego przykładem jest Państwowe Ratownictwo  Medyczne. Zespoły tworzone są zarówno przez pielęgniarki systemu jak i ratowników medycznych. Z drugiej strony widzę też wiele przeszkód formalnych, które moim zdaniem powinny mieć pierwszeństwo przed wytykaniem sobie wzajemnie takiego lub innego przygotowania do pracy. Te dwa profesjonalne zawody – ratownik medyczny i pielęgniarka – muszą współpracować!


R24: Może pielęgniarki i pielęgniarze po prostu powinni odejść z zespołów ratownictwa medycznego?


ML: Nie zgadzam się z tą opinią z kilku względów. Po pierwsze, w zawód pielęgniarki jest wpisane pielęgnowanie pacjenta w stanach zagrożenia życia, co jest realizowane w praktyce pracy w PRM. Po drugie, ze względów formalnych ta praca jest dla pielęgniarzy i pielęgniarek dostępna od dawna.  Umożliwiają im to: kurs kwalifikacyjny, specjalizacja z pielęgniarstwa ratunkowego i innych specjalności (gdzie odbywa się mnóstwo godzin stażu), rozporządzenie o wykonywaniu wielu czynności bez zlecenia lekarskiego. To wszystko aspekty prawne. Nie bez znaczenia jest też ogromne doświadczenie kliniczne sięgające systemu opartego na karetkach reanimacyjnych. Tym systemem trzeba się po prostu podzielić.


R24: Zostawiamy pielęgniarki w ZRM, a nie wpuszczamy ratowników medycznych na oddziały?


ML: Jako pielęgniarz pracuję na oddziale intensywnej terapii i pod tym względem mogę się wypowiedzieć. W kwestii pracy ratowników medycznych na tym oddziale, wbrew temu, co sądzi wielu przedstawicieli ratownictwa i pielęgniarstwa, problem nie wiąże się z brakiem chęci współpracy, ale w uregulowaniach prawnych i rozwiązaniach praktycznych.


R24: Jakiś przykład?


ML: Rozporządzenie z grudnia 2012 roku w sprawie standardów w anestezjologii i intensywnej terapii jasno definiuje, kto może pracować na OIT. Nie chodzi o to, że nie ma tam miejsca dla ratownika medycznego. Problem jest w tym, że polskie prawo tego nie przewiduje. I nie ma tu znaczenia to, kto ile i na jakim oddziale odbył praktyk w toku kształcenia. To kształcenie w zakresie pielęgniarstwa, a nie ratownictwa medycznego zawiera pielęgnowanie pacjenta na oddziale. Są jeszcze inne sprawy, które ciężko teraz rozwiązać z punktu widzenia formalnego, np. kurs przetaczania krwi dla pielęgniarek. To procedura, którą na OIT wykonuje się bardzo często. Jak zawsze, ostatecznie liczy się papier.


R24: A pielęgniarki są przystosowane do pracy na OIT i w ZRM? Przecież niewiele jest zajęć praktycznych w tym zakresie…


ML: Intensywna terapia, a co za tym idzie intensywna opieka nad pacjentem to dziedzina interdyscyplinarna, gdzie potrzeba wiedzy i umiejętności z wielu dziedzin medycyny. Podobnie jest w ratownictwie, przez co ratownik medyczny to potencjalnie dobry kandydat. Jednak na studiach pielęgniarskich studenci odbywają praktyki na oddziałach internistycznych, kardiologicznych, intensywnej terapii, neurologii, chirurgii… I co ważne, a o czym się zapomina – uczy się pielęgnowania pacjenta zgodnie ze specyfiką oddziału. Zajęcia na kardiologii to nie tylko kardiologia, ale przede wszystkim pielęgniarstwo kardiologiczne. To zupełnie odrębne zagadnienia, ukierunkowane na inne umiejętności.


R24: Ale zajęć w SOR i zespołach ratownictwa medycznego na studiach pielęgniarskich nie ma…


ML: Oczywiście. Choć uważam, że to bardzo duży błąd w kształceniu. Spokojnie można byłoby zrezygnować z części kursu medycyny szkolnej, podstawowej opieki zdrowotnej, czy opieki długoterminowej na rzecz kilku godzin na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Ratownicy medyczni wiedzą, jak szybko i jak wiele student może się nauczyć na takim oddziale, jeśli tylko wykazuje ku temu dobrą wolę. Tu mamy kolejne pole do współpracy – ratownicy i pielęgniarki na SOR. I chyba się to udaje. Jednak ratownik medyczny do ZRM może pójść z marszu, tuż po studiach. Pielęgniarz w tym samym momencie rozwoju może o tym zapomnieć. Aby zostać pielęgniarzem systemu potrzeba kursu albo specjalizacji i doświadczenia, które zdobywa, np. na OIT. To są różnice programowe, których po prostu nie da się przeskoczyć. Pamiętajmy, że wskazywanie różnic nie jest negowaniem chęci współpracy, ale wyjściem do poszukiwań właściwych rozwiązań.


R24: Skoro rozważamy kwestię ratowników medycznych na oddziałach pod względem prawnym, to jakie może być wyjście z tej sytuacji?


ML: Pielęgniarz do pracy w ZRM potrzebuje dodatkowego kształcenia. Dlaczego nie można rozwiązać tej sytuacji w analogiczny sposób dla ratowników medycznych? Przecież można byłoby stworzyć kurs podstaw pielęgnowania. To luźne pomysły, ale chodzi o sposób rozwiązania tych kwestii. Pozostałą wiedzę medyczną ratownik medyczny posiada. Jest ona bardzo szeroka. Myślę, że naprawdę da się to wszystko zrobić. Potrzeba tylko dobrej woli i chęci prawdziwej współpracy. Co najważniejsze – merytorycznej!


R24: A pielęgniarki chcą współpracować?


ML: Osobiście nie zgadzam się z opiniami wmawiającymi pielęgniarkom panikę i niechęć do ratowników medycznych, ale jako pielęgniarz nie identyfikuję się również ze stanowiskiem tzw. „moich przedstawicieli”, których nie wybierałem. Ba! Nawet nie wybierałem ludzi, którzy mogli wybierać. Zresztą wątpię, żeby te stanowiska były wypracowane na podstawie opinii pielęgniarek w Polsce. Ale kampania negatywna ze strony ratowników medycznych również niczemu nie służy.


R24: To źle, że są prowadzone tego typu kampanie?


ML: Bardzo dobrze! Środowisko ratowników medycznych pokazuje od lat, że chce działać aktywnie w tworzeniu zmieniającego się systemu ratownictwa. Tu robimy wiele dobrego nie chcąc być biernymi widzami tego, co obecnie się dzieje na tej scenie. Ale stanowczo popieram kampanie pozytywne, czy chodzi o współpracę pielęgniarek i ratowników, czy o kampanie antynikotynowe. Nie podoba mi się jako młodemu absolwentowi pielęgniarstwa, że tzw. „moi przedstawiciele” wytaczają działa, zamiast wypracowywać skuteczne rozwiązania choćby w kwestii zwiększania atrakcyjności zawodu w Polsce. Wywalczone podwyżki okazały się kompletną klapą. Ktoś powie, że przecież parę złotych pielęgniarki dostały. Pytanie tylko, czy o to w tym wszystkim nam chodziło?


R24: Środowisko pielęgniarskie nie prowadzi żadnych kampanii?


ML: Kampanie w sprawie zbyt niskiego wskaźnika pielęgniarek na pacjenta, czy zarobków były prowadzone, ale skutków nie widać. Odnosząc się jednak do kampanii w temacie pracy ratowników medycznych na oddziale – tego także nie widać. Za to echem odbił się kiepski żart, który pojawił się na stronie PTP w formie zdjęcia. To ma być merytoryczna kampania? Musimy zadać sobie kardynalne pytanie: co jest ważniejsze – nasze ambicje, czy dobro pacjenta?  Jako ratownik medyczny i pielęgniarz widzę rozwiązanie tej sytuacji w merytorycznej debacie i stworzeniu możliwości prawnych pracy ratowników medycznych na oddziałach. Tego przedstawiciele pielęgniarstwa nie zatrzymają. Tak stanowi nowelizacja Ustawy, czy komuś się to podoba, czy nie. Ratownicy medyczni są gotowi do rozmów.


R24: Czy umożliwienie ratownikom medycznym na oddziałach nie jest tymczasowym gaszeniem pożaru? Brak pielęgniarek zbiegł się z nadmiarem ratowników medycznych. Rozwiązaniem ma być dyslokacja zawodów.  Krótkoterminowo rozwiąże problemy organizacyjne i kadrowe. Ale czy nie rozsądniej zastosować rozwiązanie bardziej systemowe i długofalowe?


ML: W przypadku postrzegania zwiększenia kompetencji ratowników medycznych jako uzupełnienia niedoborów kadry pielęgniarskiej to na pewno jest to rozwiązanie tymczasowe. Pacjentów do opieki przybywa. Zawsze rozsądniejsze jest planowanie i wdrażanie pewnych rozwiązań na lata, a po jakimś czasie ewaluacja i ewentualna korekta. Tylko aby to zrobić trzeba słuchać głosu praktyków: ratowników medycznych, pielęgniarzy i wykazać dużo dobrej woli.


R24: Skoro brakuje pielęgniarek może trzeba rozszerzyć możliwości kształcenia, np. wrócić do liceów pielęgniarskich, zwiększyć prestiż i zarobki?


ML: Tak jak wcześniej wspominałem pielęgniarki, szczególnie zaraz po zdobyciu dyplomu nie są w żaden atrakcyjny sposób zachęcane do tego, aby zacząć pracę. Wynagrodzenie jest kompletnie nieadekwatne do poziomu wykształcenia. Do tego dochodzi często brak perspektyw zwiększania wynagrodzenia w toku kształcenia podyplomowego. Dodajmy jeszcze do tego brak odpowiedniego zaplecza kadrowego niezgodnego ze wszelkimi standardami i pracę za dwoje i mamy idealny rozdział do poradnika, gdzie nie szukać pracy. Tak poważnie to wszystko, o czym mówię naprawdę nie zachęca do podejmowania pracy w tym zawodzie. Myślę, że rozszerzanie możliwości kształcenia przez potencjalny powrót do innych form nauczania nie jest zgodny z interesem pielęgniarstwa jako profesji. Idziemy raczej w kierunku zdobywania kolejnych szczebli kształcenia akademickiego. Jedną z odpowiedzi pielęgniarstwa na zmiany w ochronie zdrowia w wielu krajach jest wprowadzanie i rozwój roli tzw. pielęgniarki zaawansowanej praktyki, a do tego potrzeba nam studiów magisterskich. Nie wracajmy do rozdziałów, które długo zamykaliśmy. Zarówno w pielęgniarstwie, jak i ratownictwie.


R24: A skoro na rynku jest za dużo ratowników medycznych to może tu ograniczyć kształcenie np. tylko do Uniwersytetów i dostosować podaż do popytu, zwiększając tym prestiż zawodu?


ML: Oczywiście coraz to nowi adepci ratownictwa pojawiają się i będą się pojawiać, ale problemem są już ci, którzy ukończyli studia licencjackie lub szkołę policealną i od wielu lat nie mogą wejść do systemu PRM. Jedynym rozwiązaniem, które się nasuwa mi się w tej chwili jest obligatoryjne funkcjonowanie trzyosobowych zespołów podstawowych. Byłoby to z korzyścią i dla pacjenta i dla systemu.


R24: Dziękuję za rozmowę


ML: Dziękuję


 


Wywiad przeprowadziła Dorota Ladowska

Dodaj Komentarz

Musisz być zalogowany, by móc dodać komentarz.

Komentarze

Społeczność

Najnowsze zdjęcia

  • Busy do Anglii
  • Protest
  • bosman
  • Pierwsza pomoc tonącym
  • Podstawowa Opieka Zdrowotna
  • Wzywając pogotowie, nie okłamuj dyspozytora
  • Nie czekaj, dzwoń!
  • Nie wzywaj pogotowia nadaremnie
  • Wzywaj z głową
  • Ratownik medyczny
  • Teraz już wiesz...
  • Miał zawał. Karetki nie było.
  • Zespół QRS i jego szerokość
  • STEMI może być...
  • Słupek
  • Zatrucia