Ratownictwo Medyczne i Pierwsza Pomoc - Ratunek24.pl

Optymalizacja ratownictwa medycznego

Dzięki wielu osobom - medykom, za pośrednictwem fp “To nie z mojej karetki” uwidoczniło się sporo problemów związanych z systemem Państwowe Ratownictwo Medyczne.

 


Zebranie tych trudności na mapie super ilustruje skalę tego strasznego zjawiska.


To, że jest ciężko to wiemy, ale teraz okazało się, że jest jeszcze ciężej kilkanaście czy kilkadziesiąt kilometrów od nas.  W związku z istnieniem takiego problemu wypadałoby sobie zadać pytanie co dalej? Jak to teraz rozwiązać? Czy w ogóle jest to możliwe? Tutaj też dodam, że odpuszczę sobie rozważania dotyczące problemów na oddziałach szpitalnych, bo po prostu się na tym nie znam. Nie pracuję w takim miejscu, nie mam w tym doświadczenia, więc po prostu na ten temat nie mogę się wypowiedzieć. Choć z perspektywy pacjenta, którym przecież czasami też jesteśmy to wygląda to co najmniej przerażająco.


TO JAKIE SĄ PROBLEMY?


Oh to proste! Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Pośrednio, bo bezpośrednio to zmagamy się ze sporym i co raz większym niedoborem kadr medycznych. Skupmy się jednak na medycynie karetkowej i personelu związanego z PRM. Pomimo, że stwierdzenie “to nie ratowników jest za mało, ale karetek jest za dużo” mnie rozśmieszyło to oczywistym jest, że podstawowego trybiku systemu jakim są ratownicy medyczni jest za mało. Za mało w systemie, bo liczebność przedstawicieli naszego zawodu chyba powinna zapełnić wszelakie niedobory w karetkach i na SOR.


Analizując mapę problemów, którą już chyba wszyscy znamy zaraz, po pseudo awariach (12 godzinnych heh) rzuca się w oczy problem braku lekarzy systemu. I choć fakt, że gdzieś karetka nie wyjechała jest bardziej jaskrawy to ewidentnie widać, że problemów z brakiem lekarza w ZRM S jest znacznie więcej. Podobnie ma się sprawa z SORami, w których są lekarze będący w trzech miejscach jednocześnie. NiŚOL/POZ, SOR, ZRM S - jejku serio? Ja tego na swoje oczy nie widziałem, ale wierzę kolegom z innych części kraju. Łatanie braków obsady lekarskiej SORów personelem z oddziałów czy rezydentami jest nierozsądne - takie ciągłe naciąganie sprawi, że to po prostu w końcu pęknie. Nie chodzi o to, żeby to jakoś działało, ale żeby działało dobrze.


Dochodzi nam jeszcze problem związany z kiepskim sprzętem, który towarzyszy nam podczas pracy. Sporo informacji, że auto są wysłużone, niesprawne. Podobnie z aparaturą medyczną.


Tutaj mała dygresja i propozycja dla kolegów z jakiejś tam miejscowości ;) My mamy swoją miotłę i zmiotkę w karetce ;) Wisi za fotelem kierowcy na haczyku - bardzo przydatna rzecz :) Nie przejmujcie się oddziałową, która Wam żałuje “szczotki”. Ogarnijcie sobie swoją i po kłopocie ;)


- Brak ratowników medycznych, a więc niektóre ZRMy w ogóle nie wyjeżdżają udając awarię;


- Brak lekarzy systemu, a więc niektóre ZRM S jeżdżą bez lekarza jako P lub o zgrozo też udają awarię, żeby się nie wydało (jednak miłe te pelikany, że na to pozwalają, choć współczuje innym zespołom, którzy muszą za nich jeździć);


- W wielu miejscach stary i wysłużony sprzęt -zarówno samochody jak i ten stricte medyczny.


To są skutki problemów z pieniędzmi i to niekoniecznie ich brak jest trudnością. Czasem to nieodpowiednie rozlokowanie środków.


W TAKIM RAZIE CO ZROBIĆ?


Tutaj należy zrozumieć pewne zagadnienie, a do tego pogodzić się z nim. Niestety nie da się sprawić, żebyśmy wszyscy byli zadowoleni. Pomimo tego, że wszyscy jesteśmy ratownikami medycznymi to mamy różne oczekiwania, postrzeganie świata i doświadczenia. Inaczej na to patrzą kierowcy, inaczej ratownicy, którzy przez 25 lat jeździli na W, potem na R i przeszli na S, a jeszcze inaczej ci, którzy od 10 lat jeżdżą na P i nie mają starych przyzwyczajeń.


Jak się już pogodzimy z tym, że mamy różne interesy to należy zrozumieć, że jedynym rozwiązaniem jest szukanie środka. Jego też się nie da znaleźć, więc można do tego dążyć. W moim odczuciu to najuczciwsze.


DECYDENCI


To, że politycy nie muszą się znać na wszystkim to oczywiste. Dlatego są eksperci, którzy tłumaczą politykom i społeczeństwu o co chodzi. Najważniejsze to powstanie odpowiedniej grupy roboczej. Odpowiedniej czyli złożonej z odpowiednich ratowników medycznych. Nikt bardziej w karetkach nie siedzi niż właśnie ratownicy i nie rozumiem dlaczego o nas mają decydować przedstawiciele innych zawodów. Oczywiście należy takie prace prowadzić we współpracy z innymi zawodami medycznymi, ale cały rdzeń pomysłów na reorganizację powinien być utworzony głównie przez nas - “ratmedów”. No przecież zmian w policji nie dokonują ochroniarze pomimo, że obie grupy zawodowe dbają o bezpieczeństwo i łapanie bandytów. Zmian w wojsku też nie tworzą członkowie organizacji paramilitarnych pomimo, że łączą ich podobne cele. Zatem niech o ratownikach decydują ratownicy medyczni. To podstawa do jakichkolwiek zmian dalej.


W skład takiej ratowniczej grupy roboczej powinny wejść odpowiednie osoby. W moim odczuciu muszą to być praktycy. Nawet tacy zdjęci prosto z dyżuru. Ciężko, aby o realiach wypowiadały się osoby jeżdżące 10 lat na W ( 7 jako sanitaruisz), potem 3 na R i jeszcze dwa lata na S, a następnie oddali się pracy biurowej i tak od kilku lat zajmują się dokumentami. Ratownictwo się bardzo dynamicznie zmienia, więc, żeby o czymś decydować to trzeba być po prostu na czasie i w tym głęboko siedzieć. Rozumiem zarówno Mietka, Marka czy Stacha, którzy wołają Skę do 80% SpO2 czy bólu w klatce piersiowej, ale rozumiem też Agę, Tomka czy Mariusza, którzy wiozą pacjenta po ROSC na respiratorze i pompie na SOR bez S. To są te różne interesy, ale to wszystko się rozwija i trzeba iść do przodu, a nie robić krok lub o zgrozo kilka kroków wstecz.


Zatem powinna powstać ratownicza grupa robocza składająca się z dobrych specjalistów ratowników medycznych z odpowiednim doświadczeniem (głównie na przysłowiowym tablecie lub po prostu tych, którzy tysiące razy bili swoją pieczątkę pod kartą wyjazdową czy teraz MCR). Aktualnych praktyków i do tego myślących. Z resztą doskonale wiecie o jakie osoby mi chodzi :) Tych osób powinno być sporo, a do tego powinni być z różnych zakątków kraju. Bo ratownictwo  40km dalej wygląda zupełnie inaczej niż na naszym podwórku. Zważając na uwagi środowiska lekarskiego powinni dążyć do znalezienia środka i  efektywnego rozwiązania aktualnych problemów.


FINANSOWANIE I DYSLOKACJA ŚRODKÓW


Wiele razy słyszałem o tym, że dysponenci przyjmują gotówkę za dobokaretki, ale jakaś część tej kwoty jest przeznaczana na spłatę długów czy inne (niezwiązane z ratownictwem medycznym) wydatki danej placówki. Moim zdaniem to niedopuszczalne i warto by było skontrolować rozporządzanie środkami przekazanymi na PRM. Kasa na PRM niech będzie na PRM. A jak zostało z tych pieniędzy? Zorganizujmy kurs dla pracowników albo kupmy czujniki czadu.


Warto też by było postawić na optymalizację administracji. Skoro są firmy outsorcingowe zajmujące się sprawami kadrowymi, płacami, statystykami i ich usługi są tańsze od etatów w danej placówce to się zastanawiam: jak im się to opłaca? Przecież jakaś firma X, która zajmuje się np. księgowością musi zatrudnić swoich pracowników, a do tego jeszcze coś zarobić. No i okazuje się, że te usługi są tańsze niż zatrudnianie kilku osób w biurze. Podobnie jest z chyba najpopularniejszą “outsorcinogową” usługą jaką jest sprzątanie. Dlaczego taniej jest zapłacić firmie zewnętrznej niż zatrudnić panią Stasię? A jeśli tak jest to warto albo spróbować zoptymalizować te procesy w swojej firmie, albo po prostu przekazać te zadania podwykonawcy. Skoro taniej... Jakoś z kontraktami nie było problemów i nikogo sumienie nie gryzło. Miało być taniej i wygodniej. Pyk faktura i nic nas więcej nie obchodzi.


Są leasingi na sprzęt, można podejmować też komercyjne usługi (zabezpieczenia medyczne, transport medyczny) i inwestować. Dlaczego jedne pogotowia prężnie działają, a inne jeżdżą samochodami takimi jakie ostatnio widzieliśmy na zdjęciu? Zdezelowane na pierwszy rzut oka. 


Może warto by podmiotami leczniczymi zarządzali menadżerowie, a nie osoby, które znają się na ratowaniu  i leczeniu ludzi? To tak jakby wsadzić kogoś po zarządzaniu do karetki  i niech jeździ do pacjentów :D Róbmy to na czym się znamy!


CENTRALNE ZARZĄDZANIE


To zagadnienie, które trzeba by było dobrze przemyśleć i przedyskutować. Z jednej strony wiele głosów jest za tym, żeby utworzyć twór na wzór straży pożarnej czy LPR, ale z drugiej zastanawiam się czy to by nie pochłonęło ogromnych kosztów - zatem czy to ma sens?


Wzorować się na straży pożarnej będzie ciężko, bo służbą nie jesteśmy, a i obawiam się, że w takiej służbowej rzeczywistości ciężko by nam było się odnaleźć. LPR ma wszystko swoje (helikoptery, bazy), a do tego jest to zaledwie kilkadziesiąt jednostek. Mówiąc kolokwialnie - do ogarnięcia. Problem pojawia się przy 1500 karetek ,a do tego ich właścicielami są różne podmioty. Zatem na start trzeba by było albo te auta i sprzęt od kogoś odkupić, albo kupić całkiem nowe. Są w Polsce dysponenci, którzy są pozostałością SPZOZów i powiedzmy, że sprzęt jest “państwowy” i niby można by go po prostu przejąć, ale też są dysponenci “prywatni” i nawet te 51% udziałów niewiele zmienia. Od nich ten sprzęt trzeba by było po prostu odkupić. Do tego dochodzą nam pomieszczenia wyczekiwania członków ZRM. Apteki, warsztaty i cała ta otoczka. Wszystko obarczone jeszcze przepisami o zamówieniach publicznych, etc, etc, etc.


Pomysł nie jest głupi, ale do tego musieliby usiąść mądrzy ludzie (w tym przypadku akurat dobrą grupą roboczą nie będą medycy, ale warto posłuchać ich uwag) i po prostu to policzyć. Zrobić bilans zysków i strat. No i obliczyć ewentualne ryzyko i straty związane z  taką rewolucją. 


Uważam, że brzmi świetnie to, że czy wsiądę do karetki w Krakowie, Szczecinie czy Pcimiu Dolnym to będzie to takie same auto z takim samym ułożeniem i wyposażeniem - to jest fajne. Pytanie tylko czy to zadziała i czy koszty administracyjne takiego procesu nie sprawią, że będzie on po prostu zrobiony po łebkach, a co za tym idzie skończy się klapą.


MIEJSCE PRACY RATOWNIKA


Możemy próbować zaklinać rzeczywistość i krzyczeć ile sił mamy, ale od faktu, że miejscem pracownika jest pogotowie i SOR nie uciekniemy. Od początku tego zawodu takie było założenie. Rola ratownika medycznego to ratowanie. Głównie w terenie (ZRM, LPR, a także inne jednostki ratownicze jak straż pożarna, GOPR, TOPR, WOPR, ratownictwo górnicze), a do tego w ramach działań szpitalnych w SOR. Takie są programy kształcenia, takie są nasze uprawnienia - no do tego po prostu zostaliśmy stworzeni.


To, że otworzyły nam się drzwi np. oddziałów czy POZów to super. Uważam, że im więcej możliwości pracy tym lepiej, bo to tworzy chociażby konkurencyjność u pracodawców, a my możemy sobie wybrać. Dobrze, że tak się stało i niech tak zostanie, ale ciągle ratownik medyczny nie zastępuje pielęgniarki na tych oddziałach. Próbują nami rozpaczliwie załatać braki pielęgniarskie, ale tego się nie da zrobić. Oczywiście robimy masę dobrych rzeczy na oddziałach, często pielęgniarki są z nas zadowolone, a nawet czasami wdzięczne, że chcemy pracować z nimi. Tylko, że my to tam taka pomoc. Podłączenie kroplówki to nie wszystko.


Uważam też, że takie czynności jak zmiana pościeli (SIC!), karmienie pacjentów, zmiana pieluch czy mycie pacjenta przez jakikolwiek wykształcony personel medyczny to niesamowite marnowanie potencjału za spore pieniądze. Tak czy siak rolą ratownika medycznego nie jest higiena pacjenta, wożenie go na blok czy podpinanie żywienia pozajelitowego. Nasza rola to ratowanie ludzi. 


MARNOWANIE POTENCJAŁU


No właśnie, wszędzie braki kadrowe - mało lekarzy, pielęgniarek i ratowników, a potencjał, który w nas drzemie jest marnowany!


Tak jak wspomniałem w poprzednim akapicie - widać, że lubimy marnotrawić pieniądze.


Zacznijmy od ratowników medycznych w transporcie sanitarnym - stać nas jako społeczeństwo na to? Czy starszą, leżącą osobę po dwóch udarach do dentysty musi zawozić ratownik medyczny? Czy na płukanie ucha tę samą osobę musi zawozić osoba wysoko wykwalifikowana? Przecież nawet gdyby cokolwiek się wydarzyło ze zdrowiem takiej osoby podczas transportu to ten ratownik medyczny ze sprzętu medycznego ma nosze i krzesełko ortopedyczne. Tak czy siak ten system będzie musiał dojechać. Tam powinni być sanitariusze, którzy są przede wszystkim tańsi niż ratownicy.


Potencjał pielęgniarek marnujemy na tym, że zajmują się ona przebieraniem poszwy na poduszce pacjenta zamiast np. pisać dla niego plan pielęgnacji. Do tego pełni funkcję sekretarki lekarza, wypełnia większość dokumentów, które potem doktor podbija. W międzyczasie zrobi zastrzyk czy ekg (o ile ma kurs - to też fenomenalna sprawa, że kończąc studia muszą dziewczyny robić kurs EKG czy badania pacjenta - tak jakby na studiach uczyły się tylko zmiany poszwy na poduszce i technik karmienia widelcem pacjenta - no, ale to ich sprawy, ja tam nosa wtykać nie będę).


Przychodzi pacjent do SOR ze skręconą kostką i czeka dwie godziny, aż lekarz podbije skierowanie na RTG. Przecież już na TRIAGE mógłby dostać od pielęgniarki czy ratownika lek przeciwbólowy, unieruchomienie, skierowanie na RTG i po 20 minutach od wejścia przez drzwi szpitala mieć płytę w ręku i opis zdjęcia. Lekarz mógłby w kilka minut przeczytać te dwa zdania - bez cech złamania i w kolejnych dwóch zdaniach wypisać pacjenta z zaleceniem odciążania kończyny i stosowaniem ortezy. A tak to zawraca się lekarzowi głowę po kilka razy z jednym pacjentem.


Jeśli ratownik robi coś przed drzwiami szpitala w ramach ZRM to niech robi to samo za drzwiami szpitala w ramach SOR. Lekarz powinien dostać jak najlepiej przygotowanego pacjenta, już ze wstępnymi badaniami obrazowymi i laboratoryjnymi po wcześniejszej podaży niezbędnych leków. To się nazywa optymalizacja procesu. Rola ratownika/pielęgniarki nie sprowadza się do zmierzenia ciśnienia i wpisania danych w różne karty, a rola lekarza nie sprowadza się do podbijania wcześniej wypełnionych przez ratowników kartek.


CZY RATOWNIK MEDYCZNY JEST WYJĄTKOWY?


Oczywiście. Chociażby wyjątkowo nie wyszczególniono go w tabeli minimalnych pensji w zawodach medycznych. Wyjątkowy też jest w tym, że w karetce sam z siebie może ludziom grzebać rurą w krtani, może razić człowieka prądem, ale legalnie zastrzyku sąsiadce dać nie może. Bo nie jest samodzielnym zawodem medycznym - nie założy indywidualnej praktyki jak lekarze, dentyści, pielęgniarki, położne czy fizjoterapeuci. Odkładając ironie na bok to widzę jeszcze jedną wyjątkowość tego zawodu. Kto jeszcze stawia jakieś rozpoznanie u pacjenta i w stosunku do tego wykonuje różne zabiegi i wprowadza leczenie? Tak, tak, 25mg captoprilu pod język to leczenie, tak samo jak 120J przy częstoskurczu niestabilnym hemodynamicznie - to też leczenie. Kto jeszcze podbija się pieczątką pod amiodaronem czy fentantylem? Kto jeszcze decyduje o zaprzestaniu działań ratunkowych i kończy reanimację uznając pacjenta za nie do uratowania - martwego? Ja widzę tylko lekarzy i ratowników medycznych oraz pielęgniarki systemu. Zatem gość, który ma prawo zadecydować o tym, że pacjent nie będzie dalej ratowany nie jest wyróżniony w tabeli, a chowa się w innym zawodzie medycznym i to wcale nie na tych wyższych półkach tabelki. Do tego weźmy pod uwagę, że zajmujemy się pacjentami w najcięższych stanach. Taaaak wiem, większość wyjazdów to te groźne kryzy nadciśnieniowe 160/80mmHg i skręcone kostki. Zgadzam się, ale weźmy pod uwagę, że wszystkie inne stany zagrożenia życia poza szpitalem są zaopatrywane przez nas. W czasach kiedy Ski umierają naturalnie i raczej eSką są z nazwy to co raz częściej to my się tym krytycznym pacjentem zajmujemy.


Spójrzcie - co robi lekarz w szpitalu jak się pacjent psuje co raz bardziej? Woła anastezjologa i czym prędzej przekazuje mu pacjenta. Co robi lekarz w gabinecie prywatnym czy to POZ jak mu się pacjent psuje? Woła ratownika! A ten robi co ma zrobić i oczywiście czym prędzej pędzi do szpitala, żeby ten pacjent trafił do anestezjologa ;) Ja tu dostrzegam drobną analogię i choć do lekarzy nam daleko to zwróćmy uwagę na szczególność naszego zawodu - jesteśmy tam gdzie pacjenci są w najcięższym stanie i często ich życie jest tylko i wyłącznie w naszych ratowniczych rękach. Oczekujmy za to odpowiedniego wynagrodzenia. Dla lekarzy POZ podawanie czegokolwiek poza 0,9%NaCl i PWE dożylnie jest często niewyobrażalne. Boją się tego, nie mają w tym doświadczenia, unikają ile się da. A my przyjeżdżamy i jeszcze w tym zabiegowym ładujemy ten betaloc, ebrantil w żyłę i idziemy uśmiechnięci. Byliście kiedyś w przychodni do NZK? Ja tak i działaliśmy w troje. Ja, kolega z zespołu i pielęgniarka z poz, która chciała pomóc - chwała jej za to. Gdzież się zatem podziała reszta personelu?


Co w nas jest jeszcze wyjątkowe? Pamiętam taki wyjazd do zakrztuszenia u niemowlaka. Faktycznie, siny, wiotki. Nasze działania nie sprawiły, że dziecko się odkrztusiło, ale znacznie się poprawiło. Sinica zniknęła, słyszalny świst oddechowy, ale świadomość i napięcie mięśniowe powróciło. Takimi przypadkami zajmuje się na moim podwórku oddział laryngologii dziecięcej, a ten jest w szpitalu, w którym w SOR nie zaopatrują dzieci. Kto tylko mógł umywał ręce i zajmował się czymkolwiek innym. “Niech szybko schodzi laryngolog”, “ja kłuć dziecka nie będę, niech schodzą z oiomu dziecięcego”. A my? A my w dwójkę musieliśmy dziecko ogarnąć w domu, uspokoić rodziców i wszystkie czynności robić na ich oczach i na ich terenie. W szpitalu zawsze można powiedzieć: “proszę teraz poczekać na zewnątrz”, a w domu nie mam jak tego zrobić.


Patrząc na powyższe ratownik medyczny to taki przedstawiciel medyków, który zajmuje się i dziećmi i dorosłymi w tych najcięższych stanach i w tych najtrudniejszych poza-szpitalnych warunkach. Jesteśmy tam, gdzie inni nie chcą być i czym prędzej oddają nam pacjenta, żeby mieć czyste sumienie.


WYJĄTKOWOŚĆ POGOTOWIA RATUNKOWEGO


Mam wrażenie, że niektórzy zarządzający pogotowiami żyją jeszcze w innych czasach i albo nie widzą, albo nie chcą widzieć problemu odchodzących kadr. Kiedy ja się przyjmowałem do pogotowia to znalezienie pracy było bardzo trudne, ale nie niemożliwe. Rok później znalezienie jakiejkolwiek pracy w ratownictwie medycznym było po prostu nierealne. To wtedy właśnie powstały ogólnopolskie hasła, że czeka tam sterta podań na biurku i jak coś się nie podoba to nara. Sporo z nas się wówczas przebranżowiła, bo nie mogli znaleźć pracy w zawodzie. To wtedy zaczęło się prześciganie w obniżaniu stawek byleby tylko pracować na sygnale. Dość częstym zjawiskiem był też wolontariat :) Zbyt duża podaż i zbyt mały popyt sprawiły, że ratowników było za dużo w stosunku do miejsc pracy. Wówczas dysponenci nauczyli się nie dbać o nas. Żyli w przekonaniu, że jak nie ten to następny. Co ciekawe nie zawsze przekładało się to na jakość ratowników. Pomimo, że można było powybierać te lepsze jednostki to mam wrażenie, że w skali kraju raczej tak nie było i liczyła się sztuka :)


Wtedy też pogotowie lepiej płaciło, były dodatki wyjazdowe, a i też poza SORem i dyspozytornią nie było alternatywy do pracy. W tamtych czasach pogotowie było atrakcyjne, bo nie dość, że mogliśmy pracować w zawodzie to i za lepsze pieniądze niż gdzie indziej. To ówczesna wyjątkowość.


Dziś sytuacja się odwróciła. Szpitale płacą więcej, jest sucho i ciepło, nie trzeba chodzić po melinach, nie trzeba się użerać z agresywnym otoczeniem, a i do tego odpowiedzialność jest minimalna. Na dodatek dowolność formy zatrudnienia: etat, kontrakt, umowa zlecenie. Pozostaje tylko brak tego wątku ratowniczego, ale w związku z przepracowaniem, dziwnymi naciskami pogotowia, wyjazdami bzdurnymi jesteśmy w stanie porzucić tę nutkę ratunkową na rzecz “ciepłej, szpitalnej posady”. Zatem czasy atrakcyjności pogotowia minęły - to jasne, ale mam wrażenie, że dysponenci ciągle tego nie widzą lub ewentualnie nie chcą widzieć. 


BRAKI LEKARZY


Te braki są wszędzie. Jednak zgodnie z przyjętym na początku założeniem, że zostawiamy pozostałą ochronę zdrowia to skupmy się  na systemie.


Od kilku lat widać eksodus lekarzy z pogotowia. Może czasem przyczyną są pieniądze, ale z drugiej strony stawki 100-200zł/h pracy są ok i dla lekarzy. Nie wszędzie są takie kwoty, wiem, ale nawet jeśli są to i tak dysponenci borykają się z niedoborem kadr. Do tego dochodzi praca brudna, bzdruna, niewdzięczna. Wyrywanie w nocy, krzyki, awantury. Działanie pod presją czasu i otoczenie. Ah te wszechobecne kamery w telefonie każdego człowieka.  No i jeszcze powiedzmy sobie szczerze: dla lekarzy praca w ZRM to taki okres przejściowy. I mało ambitne i mało atrakcyjne. Traktują to jako przygodę lub opcję dorobienia. Zostają po prostu ci, którzy to lubią. No, bo po co anastezjolog ma biegać po piętrach jak może biegać po ciepłym pokoju w szpitalu? I pieniądze większe i zakres pracy większy i bardziej ambitnie, a do tego zdecydowanie spokojniej.


Są powiaty oficjalnie bez eSek i o dziwo to działa. Nie mają skąd wezwać zespołu specjalistycznego, więc radzą sobie sami. Patrząc na mapkę widzimy, że miejsc gdzie Ska jest tylko z nazwy jest bardzo dużo. Możemy udawać, że nic się nie dzieje i pozostawić tak jak jest - niby jest lekarz, ale nie ma to klik awaria, czy po prostu zespół jeździ jako P. Co ciekawe czasem dokładają trzeciego ratownika. To mnie ciekawi - po co? :) Pełnią rolę wtedy takiej Ski czy pełnią taką samą funkcję jak dwuosobowe P obok?


Kasia Hamtpon 6 lat temu pisała, żeby lekarzy z karetek przenieść do SOR. Tam też są ogromne braki. I choć ratownik medyczny nie poradzi sobie na SORze bez lekarza, tak w ZRM sobie radzi. Nie by sobie poradził, a radzi. To już teraz się dzieje. Skoro eSki obsadzone są ratownikami medycznymi w tylu miejscach, no to wiemy, że nikt P nie pomaga i sobie już radzą. Zatem jeżeli mamy braki na SOR i w ZRM to scalmy w jedno miejsce. Można by powiedzieć, że takie rozwiązanie to malowanie grzyba na ścianie, ale to chyba będzie właśnie ten środek. No i w SORze nie marnujemy potencjału lekarza.


Randez-Vous w moim odczuciu nie zadziała. Jeśli karetki i sprzęt w tylu miejscowościach jest zdezelowany to skąd ktoś weźmie pieniądze na osobówki z sygnałami? Takich to nawet używek się nie da kupić, bo nie ma. Do tego kierowca, który będzie wozić lekarza. Cudów nie będzie, a i tak będą problemy z obsadą za chwilę. Wielu z nas będzie wołać tego lekarza tak jak teraz eSki - ból w klp? daj S! Nieprzytomny? daj S! Udar? Daj S! Wypadek samochodowy? Ślij S! Pelikany wiedzą o czym mówię :) Minus będzie taki, że będzie o wiele mniej lekarzy i będą jeździć po o wiele większym rejonie. Zatem oczekiwania jak kiedyś usłyszałem 200zł/h i max 2 wyjazdy/dobę do zagrożenia życia nie będą spełnione. Teraz jeszcze można się na chwilę schować pod szpitalem i odpocząć. A tak to jak pacjent dotrze do SOR to od razu lekarza ściągną dalej - przecież zespół karetkę sobie umyje, a lekarz już gotowy :) No i dla ratowników zagrożenie odpowiedzialnością karną i  wątpliwości kiedy wołać randez-vous. Zawsze może paść stwierdzenie: gdyby pan wezwał lekarza to pacjent w 75% by żył. Jestem przekonany, że nikt konkretnie nie napisze kiedy wołać. Obawiam się, że przyniesie to więcej trudności niż ułatwienia pracy.


Nie przywołujmy tutaj Niemiec jako kraju wzór z randez-vous, a przywołajmy USA, Izrael czy London Trust gdzie w ratownictwie przedszpitalnym działają tylko ratownicy medyczni.


A na jakieś kosmiczne przypadki, o których często wspominamy zostawmy LPR. Przecież lądują też w środku miasta (ogólnie szacun za to) i też mogą pomóc ZRMowi. Tylko co to za kosmiczne przypadki? ;)


SKŁAD ZRM


Kiedyś nie byłem zwolennikiem trzyosobowych zespołów. Trochę czas minęło i nawet się przekonałem. Nie powiem, że się nie da we dwoje, ale w trójkę jest zdecydowanie wygodniej. Uważam jednak, że troje ratowników medycznych to drogie marnowanie potencjału. Jest nas mało i stworzenie kolejnego miejsca w karetce dla RM mogłoby zabić system. Ewentualnie byłby to martwy przepis. Trochę jak teraz jest z zespołami S. No muszą być, bo inaczej kary, ale co z tego jak nie ma. Kierowca po kursie KPP jest optimum. Jest to zdecydowanie tańszy pracownik niż kolejny wysoko wykwalifikowany personel medyczny. Nie chodzi tu o kolejnego kierowce medycyny transportu WKTS. Ciągle nie mogę zrozumieć skąd takie obawy. Rozmawiając w gronie ratowniczym czy czytając internetowe skupiska ratowników jasno wynika, że nie marudzimy o kolejną głowę do myślenia, a kolejną parę rąk do pomocy. Tu nie chodzi o to, aby we troje się zastanawiać na odwracalnymi przyczynami NZK, ale o to, żeby ktoś wentylował kiedy drugi uciska klatkę, a trzeci nakleja elektrody.  Nie zależy na tym, żeby w troje badać pacjenta urazowo (choć po kpp potrafią) i żeby w trójkę odbarczyć odmę, ale o to, żeby ktoś przyniósł podbieraki i materac próżniowy - wtedy gdy pozostała dwójka zadba o krwawienia i badanie pacjenta. Nie potrzeba kolejnych uszu do słuchania szmerów pani Gieni ze 160/80mmHg i kolejnej głowy do dywagacji “captopril czy furosemid”, “szpital czy w miejscu”, ale o to, żeby ktoś pomógł znieść panią Gienie, bo po udarze nie chodzi. Rola tego członka zespołu sprowadzałaby się do kierowania pojazdem i pomocy na poziomie KPP. Jak dla mnie super optimum.


$$$


I tu wracamy do początku wpisu. Wszystko fajnie, mądrzy ratownicy sobie poradzą bez lekarzy, nauczą się nowych rzeczy, będą stosować nowe leki - super. Tylko to musi być odpowiednio sfinansowane. W tym miejscu jest dobry moment na to, aby to wynegocjować. Ok, pójdziemy na to i na to i to i to i to, ale za tyle i tyle. Koszt dobokaretki S jest o ok. 1000zł większy. Mamy podobno 375 S i 1206 P. Zatem 375 000zł do podziału na podstawowe co daje około 310zł/zrm/dobę. W ciągu doby na jednym ZRM pracuje czworo ratowników zatem wychodzi po około 77zł brutto brutto na jeden dyżur. Licząc, że mamy średnio 15 dyżurów w miesiącu to nasze pensje mogłyby się podnieść o równowartość aktualnego dodatku (około 900zł brutto).


Pomimo to nadal uważam, że jedna godzina pracy ratownika medycznego w ZRM/SOR powinna kosztować minimum 50zł brutto za 1h pracy. I to bez względu czy na etacie czy na kontrakcie - 50zł/1h. Przy założeniu 160h miesięcznie daje nam to 8000zł brutto, a zatem około 5800zł netto. Jesteśmy wyjątkowo to i powinniśmy wyjątkowo zarabiać. Wykonujemy taką pracę, do której nie ma dużo chętnych. Dodajmy do tego jeszcze to, że pracujemy po 12h, a także w każdy weekend i święta. Jest wielkanoc i wszyscy rano z rodzinką jedzą barszczyk? Jest majówka i ludzie z rodzinami rozjeżdżają się po morzu i górach? Super! Też chcę. Pogotowie ratunkowe jednak musi działać non stop przez 365/366 dni w roku. Ok, taki zawód sobie wybraliśmy - jasne. Jeśli pod tym względem jest on wyjątkowy to również powinien być wyjątkowo wynagrodzony. Policja, straż pożarna, służba więzienna, straż graniczna - oni też pracują  cały rok. Zgadza się, ale mają inne przywileje, których my nie mamy. Ja do 65 roku życia będę dawał captopril pod język. Zatem ten hajs nam się po prostu należy. Dlatego wszystkie te dodatki powinno się wyrzucić do kosza, a do tabelki z minimalnym wynagrodzeniem wpisać ratownik medyczny, członek systemu PRM i ustalić taki współczynnik, aby obecnie wychodziło po około 50zł/h. Bo teraz 50zł to dobra kwota, ale za 5 lat może być już niska. Tu należy zwrócić uwagę, że o dodatek walczyliśmy wszyscy! Również ratownicy z oddziałów, itd. Dlatego nie mogą oni tego stracić, powinno to być wciągnięte do płacy zasadniczej i tyle.


Dziś szpitale płacą dobre pieniądze. 40zł jest standardem, a i 50zł jest co raz bardziej powszechne (a i tak są braki ;) ). Pracownicy głupi nie są i idą tam gdzie więcej zarobią - słusznie. Dlatego ZRM powinny być dla najlepszych za najlepsze pieniądze :) Mielibyśmy cele, do których warto by było dążyć :) Dopiero to zachęci ratowników do opuszczenia oddziałów. Odpowiednia stawka w pogotowiu.


KIEROWNIK ZRM - $$$?


Tak w sumie to niby jest, niby go nie ma.  W tablecie jest, w ustawie jest, a w życiu bywa różnie. Oczywiście, że jest, podejmuje decyzje i ponosi za nie odpowiedzialność.  Jak to na tym świecie bywa jeśli ktoś czymś zarządza, wydaje decyzje i ponosi za nie odpowiedzialność to jest lepiej opłacany. Bo kurcze, jeśli mogę robić czyjeś polecenia za większą kasę, to po co mam zarabiać mniej i biorąc na barki gorszą fuchę? Jeśli w fabryce jest brygadzista to zarabia on więcej od tego na produkcji. Kierownik zmiany ma jeszcze więcej, bo ma pod sobą kilku brygadzistów. A kierownik działu zarabia jeszcze więcej. To normalne i nikogo nie dziwi. Tylko w tym ratownictwie wszystko tak jakoś - na odwrót. Kierowca, który pracuje dwa tygodnie zarabia więcej od człowieka, który zna się na tej robocie, wydaje polecenia i bierze odpowiedzialność, a do tego pracuje ponad 5 lat! Toż to lepiej być kierowcą - więcej hajsu, a i sumienie czystsze. A jeśli to tak ciężka fucha to czemu kierowca z Ski nie zarabia więcej od lekarza z Ski? Dziwne...


To powinno być elitarne stanowisko tylko dla najlepszych. Bardzo dobry kurs, szczegółowy, do tego odpowiedni staż pracy, obiektywny egzamin - to warunki, które w moim odczuciu powinny być spełnione. Jesteś najlepszy? Zarabiasz najlepiej - proste. Jeśli jednak masz najwięcej hajsu to też masz najwięcej uprawnień i obowiązków. Do pracy bez lekarza brakuje nam generalnie właściwych amin i RSI. Jak levonor czy dopamina nie budzą takich negatywnych emocji to RSI już tak. Sporo argumentów, że intubować trzeba umieć, a zwioty są niebezpieczne. To wszystko prawda. Chciałbym tylko zauważyć, że intubacja to czynność mechaniczna - nic tu nie zmieniają studia na kierunku lekarskim. Do tego nie widzę problemu, aby wymagać od dysponentów wideolaryngoskopów. Ułatwia sprawę, w niektórych pogotowiach działają z tymi urządzeniami i są zachwyceni. Do tego alternatywy do udrożeninia DO. No nie taki diabeł straszny. Poza tym ile razy w Waszej karierze trzeba było komuś wykonywać RSI? Ile razy robią to zespoły S?


Masz doświadczenie, skończyłeś kurs, zdałeś trudny egzamin? Dostajesz wyższe stanowisko, większe uprawnienia, ale i dodatkowe wynagrodzenie. Wydaje mi się, że nawet 15% więcej za każdy kierowniczy dyżur sprawiłoby, że poczulibyśmy się usatysfakcjonowani. Zapomnielibyśmy o #2200brutto i zaczęlibyśmy wyznawać #nierónwnamwdół :)


Policzmy: 8000zł brutto to daje nam 1200zł dodatku kierowniczego :)


Ratownik ok 5780zł netto, a kierownik ok 6700 netto. Chcesz USG RSI, etc? To ucz się i zarabiaj! Nie chcesz? To zostań tu gdzie jesteś :) To chyba złoty środek - jak myślicie?


 


 


To jest mój punkt widzenia. Jedni się z nim zgadzają, drudzy tylko częściowo, a inni będę przeciwni. Chętnie poznam też inne punkty widzenia i pomysły na “złoty środek”. Niestety pomimo, że są osoby nas reprezentujące to raczej nie wiemy jakie oni mają poglądy i pomysły. A Ty jakbyś to wszystko naprawił? :)


Pozdrawiam


M.K.

Dodaj Komentarz

Musisz być zalogowany, by móc dodać komentarz.

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Społeczność

Najnowsze zdjęcia

  • Pierwsza pomoc tonącym
  • Podstawowa Opieka Zdrowotna
  • Wzywając pogotowie, nie okłamuj dyspozytora
  • Nie czekaj, dzwoń!
  • Nie wzywaj pogotowia nadaremnie
  • Wzywaj z głową
  • Ratownik medyczny
  • Teraz już wiesz...
  • Miał zawał. Karetki nie było.
  • Zespół QRS i jego szerokość
  • STEMI może być...
  • Słupek
  • Zatrucia
  • Ratownik medyczny
  • Zarobki ratownika medycznego
  • Służby